Czego wy właściwie chcecie od Arnolda Buzdygana? Od momentu kiedy
się tu pojawiłem, moją uwagę zwrócił obcesowy i bezceremonialny sposób
obchodzenia się z tym człowiekiem. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć
dlaczego osoby odpowiedzialne za szarganie jego danymi personalnymi wciąż
są na wolności! Czy w tym kraju nie szanuje się prawa jednostki do dobrego
imienia? A może sprawcy tych niecnych czynów, mających na celu ośmieszenie
Buzdygana łudzą się pozorną nietykalnością i bezkarnością, która wedle
ich mniemania bezwarunkowo obowiązuje w Internecie? Z tak okrutnym
postępowaniem wobec jednego człowieka jak dotąd nie spotkałem się nigdzie
indziej.
Arnold Buzdygan w ciągu kilku lat stał się najłatwiej rozpozna-
wanym internautą, w związku z czym zwykłemu obserwatorowi mogą nasuwać
się następujące spostrzeżenia : 1) Arnoldowi zależało na popularności, z
którą jego zdaniem nieodłącznie związane jest lepsze "wzięcie" w świecie
biznesu, w którym obecnie funkcjonuje z całkiem niezłym rezultatem -
dlatego też sam Arnold aktywnie uczestniczył w popularyzacji swojej po-
staci poprzez tzw. trollowanie i zwracanie na siebie uwagi rzesz Inter-
nautów, których najczęściej przyciąga tania sensacja i możliwość bez-
karnego naigrywania się, tworząc w ten sposób podwaliny pod swoją
dominację w rynku, opartą na dezinformacji 2) Ludzie drwiący z Budygana
wydają się być osobnikami do cna zdemoralizowanymi, którzy w ten sposób
starają się uleczyć liczne kompleksy. Jak wiadomo bowiem Arnold Buzdygan
jest człowiekiem czynu, a jego ogólnodostępne CV potrafi zaimponować
nawet osobie z wieloletnim doświadczeniem w prowadzeniu przedsiębiorstwa.
Usenet zaś, zwany w niektórych kręgach skupiskiem nieudaczników, złożony
jest przeważnie z osób, które o założeniu dobrze prosperującego przed-
siębiorstwa mogą jedynie pomarzyć. Na tym gruncie rodzą się liczne
animozje pomiędzy Buzdyganem, usobieniem sukcesu, a szarą resztą, biernie
spędzającą godziny przed ekranem monitora. Zawiść powodowana niezaspo-
kojeniem potrzeb pobudzonych spektakularnym sukcesem Buzdygana obraca się
więc w czystej wody złośliwość, obliczoną na spotwarzenie Buzdygana,
stanowiące rodzaj rekompensaty dla "szarej strefy" za upokorzenie i
"kłócie w oczy" osiągnięciami i milonowymi zyskami, będącymi rezultatem
rozlicznych interesów Buzdygana i powiązań z krajowym i światowym biznesem.
Jakkolwiek nie tłumaczyćby przyczyn takiego, a nie innego
postępowania mrowia szaraków, zgnębionych sukcesami Buzdygana, nie można
zapomnieć o kwestiach związanych z prawem i jego poszanowaniem, bowiem
ludzie, którzy zrobili z Buzdygana "szmatę do pomiatania" zdają się nie
rozumieć konsekwencji swoich czynów i ich wagi dla reputacji człowieka,
zarządzającego przedsiębiorstwem, które generuje milionowe zyski na
przestrzeni roku. Zmasowany atak na Buzdygana jest więc w pewnym sensie
atakiem skierowanym przeciwko polskiej gospodarce i biznesowi. Każda
złośliwa uwaga spłodzona przez żądnych krwi zawistników jest w stanie
odwieść potencjalnego klienta od zawarcia umowy z firmą Eteria, co
w prostej linii przekłada się na zmniejszone zyski w skali rocznej
oraz zredukowane możliwości inwestowania tychże pieniędzy w polską
gospodarkę. Ostateczny wynik wymienionych zabiegów można przewidzieć
z wielką łatwością : stracą na tym wszyscy, zarówno właściciele
firmy Eteria, Arnold Buzdygan, polska gospodarka i polski rynek
pracy. Niszcząc dobre imię Arnold Buzdygana porywacie się również na
markę produktów i usług oferowanych przez tego człowieka, co doprowadza
do załamania finansów przedsiębiorstwa i ograniczenia zatrudnienia.
Wasze działanie zwiększa w ten sposób poziom bezrobocia i niweluje
szanse na bujny rozwój małej i średniej przedsiębiorczości, która
jest bez dwóch zdań podstawą rozwoju polskiej gospodarki i fundamentem
na którym powinniśmy budować pierwsze piętra polskiej supremacji w
dziedzinie globalnego biznesu.
Czy naprawdę warto ryzykować pogorszenie kondycji polskiej gospo-
darki dla pofolgowania swojej zawiści i manii niższości? Następnym razem
zanim wyślecie na grupę dyskusyjną sarkastyczną uwagę na temat Arnolda
Buzdygana pomyślcie choć przez chwilę, jak bardzo wasza decyzja o "doło-
żeniu" Buzdyganowi może wpłynać na stan jego przedsiębiorstwa. Pomyślcie
również o koszmarze, przez który ten człowiek musiał przejść, będąc
zaszczutym przez tysiące nieznanych mu ludzi, którzy skuszeni złudną
anonimowością, postanowili urządzić sobie "zbiorowe natrzęsawisko" z
człowieka, który ich zdaniem uważał się za lepszego od innych. Arnold
Buzdygan jest przedsiębiorcą z krwi i kości : zawsze zdecydowany, wie
czego chce, a jeśli postawi sobie jakiś cel, uparcie dąży do jego
realizacji. Jest modelowym przykładem człowieka, który wyemancypował się
z nizin społecznych (dawnej klasy robotniczej) dzięki pracowitości,
sprytowi i żelaznej konsekwencji. Nie powinniście więc spodziewać się
po nim nagłej skłonności do zmiany stanowiska, bądź też uległości i
bezczynnego znoszenia razów, które słaliście na jego plecy w postaci
dziesiątek tysięcy obraźliwych postów. Buzdygan jest człowiekiem prawym,
szanuje innych ludzi, tak długo, jak oni szanują jego. Jeśli sprzyjasz
jego planom, nie masz się czego obawiać. Jeśli jednak staniesz mu na
drodze, nie chciałbym znaleźć się w twojej skórze. Taka nieprzejednana
postawa wobec otoczenia jest warunkiem koniecznym odniesienia sukcesu
w jakże trudnej polskiej rzeczywistości. Stąd też ci, którzy zabawiali
się w robienie z Buzdygana "tata-wariata" powinni mieć pretensje do
samych siebie, że obiekt ich bezczelnych ataków wziął sprawy w swoje
ręce i sam zadbał o przestrzeganie prawa. Arnold Buzdygan wymyślił
niezwodny system "samoobrony", który jak się okazało zdał egzamin z
postawy obywatelskiej na ocenę celującą. W obliczu opieszałości
organów ścigania, Buzdygan ścigał sprawców na własną rękę, inwestując
dość znaczne sumy pieniędzy w pozyskiwanie numerów telefonów delikwentów
piszących na grupy dyskusyjne i zatrudnianie tzw. "dresów", którzy
wykazywali się niezwykłą wręcz biegłością w sztuce perswazji. Dzisiaj
tylko nieliczni pozwalają sobie na kpiny z Arnolda - większość siedzi
cicho jak mysz pod miotłą, obawiając się nagłej interwencji zwiastowanej
silnym kopniakiem w drzwi.
Usilne próby obrony dobrego imienia, Arnold Buzdygan przypłacił
wieloma skargami, które wniesiono na niego do wrocławskiej prokuratury.
Pomimo tymczasowej mody na "procesowanie się z Arnoldem" przetrwał on
okres nasilonego "przypływu wniosków" i do dnia dzisiejszego z wielkim
powodzeniem zarządza przedsiębiorstwem o nazwie Eteria, specjalizującym
się w oferowaniu usług telekomunikacyjnych. Z tego co mi wiadomo, Arnold
za kilka lat będzie mógł konkurować nie tylko z wielkimi koncernami,
których zasięg oddziaływania na polski rynek jest jeszcze relatywnie
niewielki (Tele 2), ale nawet z polskim tytanem monopolu na świadczenie
usług telekomunikacyjnych - TPSA. Firma ETERIA jak na razie zwiera
szeregi i kolekcjonuje kapitał, jakże niezbędny do ostatecznego
rozprawienia się z krajowym monopolistą. Już wcześniej Arnold Buzdygan
stał się znany w kraju (i nie tylko) za sprawą licznych przedsięwzięć,
które swoim nowatorstwem i oryginalnością przyćmiły największe
inicjatywy kulturalne lat 2002 - 2004. Arnold Buzdygan postanowił
bowiem wyprodukować pierwszą w historii polskiej kinematografii bajkę
animowaną wykonaną w całości w technice 3D. Sztuka ta, na pozór
karkołomna, przez całe lata dojrzewała do końcowego kształtu, który
przeszedł najśmielsze oczekiwania samego Buzdygana. Bajka o dźwięcznym
tytule "Swojaki" przeszła już do historii polskiej animacji, zajmując
lukratywne miejsce wśród podobnych produktów, spośród których wyróżnia
się profesjonalnym podejściem do tworzenia animacji oraz wielką wagą
przykładaną do fabuły, jakże często odsuwanej na boczny tor w giganty-
cznych przedsięwzięciach Walta Disneya. "Swojaki" niemalże z miejsca
stały się przedmiotem uwielbienia milionów polskich dzieci, które
jak na zawołanie skupiły się przed teleodbiornikami, aby z uwagą
śledzić przygody swoich ulubieńców. Od samego początku prac nad
"Swojakami" Arnoldowi Buzdyganowi przyświecał jeden zasadniczy cel :
wypełnić oczekiwania polskiego dziecka, nie epatować go przemocą i
jednocześnie dostarczyć mu masę uciechy, która miałaby szansę zastąpić
sztucznie wykreowane pożądanie "krwawe jatki", usilnie promowanej przez
amerykańskie wytwórnie. Buzdygan prawie w każdym ze swoich projektów
szedł tzw. "polską drogą", nie ulegał stereotypom i budził w ten sposób
ducha szacunku i narodowej dumy, której niezwykle brakuje Polakom od
czasów nagłej i niespodziewanej transformacji ustrojowej, skazującej
miliony rodaków na wegetację i wyginięcie. Arnold Buzdygan jest również
znany we wrocławskim światku biznesu, jako szacowny mecenas kultury,
mający na swoim koncie dwie publikacje książkowe. Zwłaszcza jedna z nich,
dotycząca hipnozy, zyskała sobie wielką poczytność i ogromną popularność
polskiego czytelnika. Podobno książka ta zainspirowała setki ludzi do
zajęcia się hipnozą w celach zawodowych, przyczyniając się tym sposobem
do utworzenia specyficznej branży hipnotycznej, która (choć mało kto
o tym wie) jest rdzennie polskim wynalazkiem.
O sukcesach zawodowych Arnolda Buzdygana można by prawić w nie-
skończoność, pomijając tym samym wiele aspektów z życia prywatnego Arnolda
które są niezwykle ważne przy próbie oceny jego postępowania i
...
więcej »